Czas ścierwojadów

      Myślę, że ci co lubili zimę już zweryfikowali swoje upodobania. Ja natomiast nie lubię jej od czasu, gdy wyrosłem z krótkich portek i dlatego mogę śmiało narzekać. Jeszcze w tym roku się nie zaczęła, a ja już jej nie lubiłem. Mści się teraz na mnie i doskwiera mi podwójnie. Ale mi to….pryszcz! To co dzieje się na bagnach, to już chyba niezły dramat.
      Łosi może nie dotyka w takim stopniu, bo one żerują na gałązkach, a te póki co jeszcze wystają ponad śnieg. Wszystkie natomiast stworzenia żywiące się tym, co jest pod śniegiem, nie mogąc przekopać się przez zaspy w ostępach leśnych i bagiennych, oddają swoje życie z głodu i zimna. Mróz odciął wiele stworzeń od pokarmu. Przykładem są ptaki wodne. Zbiorniki pozamarzały i to takie, którymi normalnie zimą płynęła woda. Zwierzęta i ptaki, coraz chętniej żerują przy szosach, bo tu czasem pługi zapędzając się wjadą na pobocze i trochę starej trawy wygarną, a czasem nawet zryją kawałek ziemi. Te mniej ostrożne i zdesperowane, nieświadome niebezpieczeństwa pchają się pod koła kierowców, którzy w takich warunkach też raczej skupiają się na utrzymaniu bezpiecznego kierunku jazdy, niż omijaniu lekkomyślnych zwierząt.
      Co można zrobić? Chyba już tylko przeczekać, bo na apele za późno. Zima kiedyś się skończy, zawsze się kończy, to jak ze słońcem. Przecież musi być dzień. Zwierzętom więc pozostaje tylko jedno, jakoś to przeżyć. Ale są takie, które korzystają ze śmierci swoich braci. Znalezienie padliny w takim śniegu też nie jest łatwe i wszelkiej maści drapieżcy i tradycyjni padlinożercy nie mają łatwo. Ale padliny jest co raz więcej. Zalega przy drogach i na polach. Potrącone zwierzęta padają nie tylko na poboczu, ale „naruszone” wędrują jeszcze jakiś czas by zamienić się w pożywne, może trochę zmarznięte, białko. Nic się nie marnuje póki co. Dopiero roztopy pokażą, jaka jest skala spustoszenia. Schodzący śnieg i lód odkryje pozostałości po dramatach. A teraz lisy są wszędzie i tak właściwie to najłatwiej dostrzec je na białych połaciach, jak uganiają się łatwym łupem.
       Wczoraj byłem świadkiem wydarzenia, jak dorosły bielik zmierzał do padliny. Postanowiłem mu zrobić zdjęcie. Byłem na tyle nieostrożny, że w trakcie przygotowania (ułamki sekund) wystraszyłem również czającego się na swoją okazję myszołowa. Ten spłoszył mojego bielika, ale ptak nie zrezygnował. Jego wysiłek energetyczny był tak duży, że jak już przyleciał, to przynajmniej zgarnął z pola jednego z czterech oczekujących na swoją kolej kruków. Dramat! Kruki wiążą się na całe życie i w ten sposób któryś został wdowcem, lub któraś kruczyca wdową. Rzadko się ogląda takie sceny. Kruki raczej pożywiają się przy bielikach. Teraz jednak nie ma sentymentów. Białko jest białko. Sójki i sroki również masowo siedzą przy drogach wydziobując resztki, pozostawione przez większych pobratymców. Każdy je, co może. Pustułki też już żerują na padlinie, bo co teraz można upolować. Jak wszystko siedzi pod półmetrowym śniegiem.
      Od ostatniego zaktualizowania strony minęło jednak trochę czasu i muszę wspomnieć o jednym przesympatycznym spotkaniu z wydrami. To już moje drugie tej zimy. Trafiłem je na starorzeczu i stałem może ze trzy, cztery metry od przerębli, nie większej niż talerz. Na początku się pietrały, ale po godzinie nawet spały przy mnie! Takie zachowanie P.Świątkiewicz wytłumaczył cieczką, czyli rują (nie wiem czy wydry mają ruję, ale pewnie coś tam mają). Ja w każdym razie sądziłem, że to matka z młodymi. Jedna była sporo większa, ale ponoć to samica. I tak to człowiek uczy się całe życie.
      Jest też i inna super wiadomość. W czwartek nad moim domem przeleciało stado, no może stadko, taki mały kluczyk gęsi gęgaw. Prosto na północny-wschód. Czyżby ruszyły? Ale co tam jeść? Może to jakieś zabłąkane zimujące ptaki? Nie wiem. Ale było to niezwykle miłe doświadczenie. Już niedługo za wami ruszę gąseczki...
      Pozdrawiam, troszkę tylko depresyjnie – Marek Zegarek